“Co?! Dalej chodzisz na wodospad do Przesieki? Przecież jest coraz zimniej!” Takie stwierdzenie często pada z ust moich klientek i znajomych. Zawsze odpowiadam, że nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej!

 Morsowanie staje się coraz bardziej popularne. Jest wiele klubów morsów, nie tylko nad naszym polskim morzem, ale i w naszych okolicach czy w dużych miastach jak Warszawa. Ostatnio poznałam Magdę, która należy do klubu “Warszawski Klub Rogatego Morsa”. Są również inne wdzięczne nazwy, np. “Sopel” czy “Chłodek”. 🙂 Sami przyznacie, że są ciekawe i na samą myśl robi się zimno, a na skórze pojawia się gęsia skórka. Brrr! Ja nie należę do żadnego klubu, chodzę morsować z moimi przyjaciółmi. Regularnie dwa razy w tygodniu i zawsze rano, by mieć dobrą energię na cały dzień. Co jest ciekawe? Zanurzanie w zimnej, wręcz lodowatej wodzie, ma zbawienny wpływ nie tylko na ciało, ale i na ducha. Morsowanie może stać się filozofią życia. 

 Jakie są korzyści z morsowania? Co mi daje? 

Odporność, energię i relaks. 🙂 Przestałam także odczuwać skutki wcześniejszej kontuzji kolana, której doznałam podczas jazdy na nartach.

 Trudne początki

 W tym wpisie poruszę temat “Jak zacząć?”, w kolejnych będzie mowa o innych istotnych elementach, a także o lekturze, którą warto przeczytać. 

Pewnie ciężko będzie Wam uwierzyć ale uwielbiam kąpiele  w zimnym wodospadzie. Dużo osób, gdy to słyszy, nie chce mi wierzyć, mówiąc: “Ty? Przecież Ty podróżujesz po świecie i wybierasz tylko ciepłe miejsca!” (oczywiście, oprócz Islandii – pozdrawiam moją najlepszą przyjaciółkę Claudię, która tam pracuje i mieszka!:-)). 

Kiedyś należałam do osób ciepłolubnych. Mogłam leżeć na słońcu godzinami, a jesienią i zimą zapaść niczym niedźwiedź w zimowy sen, by przetrwać te zimne i ponure miesiące. Także rokowania na to, że stanę się morsem były bliskie zeru. 🙂 A jednak. Pamiętam moje pierwsze wejście do wody jesienią, było jej tak dużo, że musieliśmy dawać sobie wsparcie i trzymać się za ręce. Potem miałam przerwę i zaczęłam na wiosnę. Woda dalej była zimna, a ja na spokojnie mogłam się przyzwyczaić i wyrobić w sobie regularny nawyk. Dojrzałam także mentalnie. Najlepiej jest zacząć jednak wczesną jesienią, kiedy dodatkowo towarzyszy nam ciepły wiatr i zielone liście. Wtedy organizm powoli adaptuje się do zaistniałej sytuacji, a wyjście z domu nie jest tak ciężkie jak zimą, gdy jest śnieg. Potem wchodzi Ci to w krew i nie wyobrażasz sobie życia bez tego. Zaleca się, by morsować od jesieni do wczesnej wiosny. Ja natomiast nie robię przerwy i zażywam zimnych kąpieli w wodospadzie przez cały rok i jestem z tego dumna. 

 Na koniec wniosek i mała porada. 

Tip: Możesz zacząć przyzwyczajać się do chłodu śpiąc w zimnym pokoju, często uchylać okna w domu, nawet na noc, ubierać się lżej, ale za to szybciej chodząc dla rozgrzania. Bardzo fajne, ale dla odważnych, są zimne prysznice, w ten sposób nie tylko zaczniesz przyzwyczajać swoją skórę, ale i zadziałasz na cellulit. 

Wniosek: Morsowanie jest w naszej głowie, a nie w ciele. Trzeba chcieć zanurzyć się w zimnej wodzie i kiedy pojawi się myśl: jest mi zimno – zamienić ją na: jest mi ciepło, albo jest mi idealnie. 🙂 

Warto spróbować! Satysfakcja gwarantowana!

 

Pobierz bezpłatny poradnik!

Zapisz się i odbierz bezpłatnie poradnik "Przyjemny masaż ciała" ❤️

Pobierz bezpłatny rozdział e-booka!

Zapisz się i odbierz pierwszy rozdział bezpłatnie

Dołącz do bezpłatnego wyzwania
i odkryj skuteczne sposoby na domową pielęgnację skóry

 

WYZWANIE

Wypełnij pola poniżej i dołącz do wyzwania!

Pobierz bezpłatny E-book i dowiedz się, jak zadbać o swoją skórę w domu!

Zapisz się i odbierz e-book bezpłatnie